Twoja informacja

Masz dla nas temat? Napisz!

Dostała nowe życie w słupeckim szpitalu. Staje w obronie jego personelu.

W obronie słupeckiego szpitala, a taże jego personelu z powodu fali pojawiających się w sieci negatywnych komentarzy stanęła jedna z jego pacjentek, Joanna  Chojnacka-Gärtner. 

Niedawno w SPZOZ stoczyła ciężką walkę z COVID-19, którą wygrać pomogła jej słupecka służba zdrowia. Poniżej publikujemy jej historię.

 

COVID – Rollercoaster bez trzymanki!!!!

Witam Państwa, mam na imię Joanna (lat 47) i obecnie przechodzę rekonwalescencję po bardzo ciężkim przebiegu zakażenia SARS-COV 2. Generalnie niechętnie dzielę się z osobami postronnymi swoimi prywatnymi sprawami, ale ponieważ właśnie otrzymałam w prezencie NOWE ŻYCIE postanowiłam zrobić wyjątek. Będąc w słupeckim szpitalu miałam dużo czasu, żeby zapoznać się z facebookowym hejtem na wszystko i wszystkich, dlatego postanowiłam zabrać głos w sprawie kilku kwestii ważnych dla mieszkańców naszego miasta i powiatu.

Ale od początku…

25.10. (poniedziałek) wieczorem poczułam się nieswojo, a kilka godzin później dosłownie ścięło mnie z nóg. Przez kilka dni próbowałam walczyć z infekcją w domu, oczywiście pod kontrolą lekarza rodzinnego, ale niestety wszelkie działania okazywały się bezskuteczne. W piątek mąż został zobligowany do wzięcia urlopu, żeby przejąć za mnie kilkugodzinne oczekiwanie w długiej kolejce do testu, po czym, gdy ja dołączyłam do niego, minęła kolejna godzina. Dopiero po wejściu do kontenera badań, dowiedziałam się, że osoby z wysoką gorączką oraz bardzo złym samopoczuciem obsługiwane są poza kolejnością. Cóż… Taka karma. W sobotę w nocy poczułam się na tyle źle, że postanowiłam wezwać karetkę. Zostałam zabrana pod budynek słupeckiego szpitala, do którego jednak nie mogłam zostać przyjęta ze względu na brak wyniku testu. Z tego też względu nie mogłam zostać przyjęta na żaden inny oddział covidowy, lecz jedynie do izolatorium. Spędziłam w karetce przed słupeckim szpitalem kilka godzin, ratownicy medyczni dwoili się i troili, żeby znaleźć dla mnie miejsce gdziekolwiek (Wolica, Poznań itd.), niestety wszystkie izolatoria były pozajmowane. Postanowili odwieźć mnie do domu, podać kroplówki i leki, podkreślali jednak, że jeśli w niedzielę rano wynik testu będzie dodatni, powinnam koniecznie zgłosić się na oddział, co też kolejnego dnia uczyniłam. W kontenerze przyjęć pan doktor Paweł O. powitał mnie słowami: „Co Pani tutaj chce, przecież jest Pani w świetnej kondycji, Pani przecież rozmawia ze mną” i zamiast przyjąć mnie na oddział kazał z torbą szpitalną udać się z powrotem w kierunku parkingu. Szanowny Panie Doktorze! Ukończenie studiów medycznych jest z pewnością wielkim osiągnięciem, jednak oprócz wiedzy specjalistycznej to kompetencja interpersonalna jest niezbędnym elementem w kontaktach z innymi ludźmi/ pacjentami. Jest Pan jeszcze bardzo młodym człowiekiem i życzę Panu, żeby odkrył Pan z czasem, czym jest empatia, żeby zweryfikował Pan swoje nastawienie do chorego człowieka. Zachował się Pan nie tylko nieetycznie, ale również bardzo nieprofesjonalne, gdyż ja wtedy byłam już w bardzo złym stanie i to przez Pana zostałam przyjęta na oddział zbyt późno, gdyż dopiero w poniedziałek wieczorem, po zaangażowaniu się w sprawę lekarza rodzinnego. Na wypisie ze szpitala widnieje; „Pacjentka przyjęta na oddział w stanie zdrowia ciężkim, z bardzo silną dusznością spoczynkową, kaszlem, odpluwaniem szarej wydzieliny, okresowo krwistej, bólu w klatce piersiowej i całkowitej nietolerancji wysiłku.” W takiej świetnej formie byłam !!!!

Od momentu przyjęcia do szpitala zaczęła się moja prawdziwa walka, już nie o zdrowie, ale o życie. W tym miejscu pragnę podkreślić, że dzisiaj wiem, że miałam dużo szczęścia, że znalazłam się właśnie w naszym lokalnym szpitalu, gdyż jestem przekonana, że w żadnym innym nie walczono by o mnie tak, jak tutaj. Zespól pod kierownictwem pana doktora Szafarka, z panią doktor Sybis-Jarosz, panem doktorem Kaźmierskim z ogromną determinacją, zaangażowaniem i poświęceniem robił wszystko, abym mogła wrócić do swoich 7-letnich bliźniaczek, 17-letniego syna i męża. Dziś jestem z nimi, dostałam nowe życie, a cudownym lekarzom mogę tylko powiedzieć „dziękuję”. Patrząc na fora, w których słupecki szpital określany jest mianem umieralni, lekarze krytykowani, że nie mają, co robić, bo są aktywni na Facebooku, jest mi po prostu wstyd, że osoby, które nie mają pojęcia, jak to wygląda na oddziale, wypowiadają się w sposób wielce krzywdzący o innych. Należy zdać sobie sprawę, że na Covid można umrzeć, że umierają też ludzie młodzi. W dniu przyjęcia do szpitala odeszła przy mnie pani Maria, oddychała i nagle przestała oddychać. Heroicznie walczono o jej życie, ale to wirus okazał się być silniejszy. I proszę mi wierzyć, takie rzeczy dzieją się każdego dnia. Mimo to, nasi lekarze się nie poddają, walczą o młodych, walczą o starych, o każde życie, nawet takie, które ledwie się tli.

W tym miejscu chciałabym wspomnieć o słupeckich pielęgniarkach i salowych. Jakiś „przemiły” hejter wspomniał, że tylko „żrą chipsy popijając colą”. Wierzcie mi Państwo, nie żrą. Przemieszczają się w swoich kosmicznych wdziankach niemal z prędkością światła, żeby wszystko było tak, jak trzeba. Proszę sobie wyobrazić, że w Niemczech (sprawdziłam), na jedną pielęgniarkę przypada jeden, góra dwóch pacjentów. W naszym szpitalu na dyżurze są cztery Panie, a któregoś dnia pacjentów było prawie czterdziestu, w tym większa cześć to osoby leżące, którymi należy zająć się kompleksowo. Czy ktoś rozsądnie myślący potrafi sobie wyobrazić presję i stres, na jakie narażone są osoby wykonujące zawód pielęgniarki. Osoba pisząca nieodpowiedzialne komentarze uciekłaby stamtąd po kilku godzinach pracy. Ja wiem, że na pewno nie dałabym rady. Podobnie rzecz się ma z salowymi, które wielokrotnie w ciągu dnia czyszczą, dezynfekują, wietrzą, aby każdy z pacjentów mógł czuć się bezpiecznie. Drogie Panie! Nie widziałam Waszych twarzy, nawet nie wiem, do kogo uśmiechnąć się z wdzięcznością na ulicy, czułam jednak przez cały czas ogrom Waszych serc, Wasze zaangażowanie, poświęcenie i gotowość do walki o zdrowie obcego człowieka. Tylko osoby, które kochają ludzi, są w stanie w obecnych warunkach wykonywać ten zawód. Dlatego też zamiast krytykować i poniżać, wszystkim nam, mieszkańcom naszego regionu powinno zależeć na tym, żeby obie grupy (zarówno pielęgniarki, jak i salowe) były godnie wynagradzane za swoją bardzo ciężką pracę, tak, jak ma to już miejsce w innych polskich szpitalach. Hejt niczemu nie służy, one nie proszą o dary w postaci niezdrowych używek, a skoro już jakiś nierozgarnięty sponsor wpadnie na niezbyt mądry pomysł, to należy skrytykować jego działanie, a nie osoby, które nie mają z tym nic wspólnego.

I już zupełnie na zakończenie, krótki komentarz do utworzenia szpitala jednoimiennego. Dodam (zanim zostanę zjedzona przez przeciwników), że poglądowo zdecydowanie bliżej mi do KO, niż do PIS. Komentuję bez absolutnie żadnego podtekstu politycznego. Mnie również, jako córkę 85-latka po dwóch zawałach, z jednej strony, zaniepokoił fakt, że osoby z bezpośrednim zagrożeniem życia nie zostaną przyjęte do naszego szpitala. Życzyłabym sobie, zapewne jak wielu z Państwa, żeby wydzielić jakiś mały oddział na naprawdę ciężkie przypadki. Nie wiem tylko, jak regulują to przepisy prawa szpitali jednoimiennych. Pewnie gdyby to było możliwe, nasze Władze zdecydowałyby się na taki krok. Z drugiej strony, Covid powoduje przecież bezpośrednie zagrożenie życia, jak to było w moim przypadku. Szybkie przyjęcie do szpitala może być w takiej sytuacji elementem decydującym o życiu lub śmierci danej osoby. Dlatego chciałabym prosić Państwa o ostudzenie emocji. To, że mamy szpital jednoimienny, że karetka nie będzie czekać kilka godzin pod jakimś oddalonym od naszego miasta szpitalem lub krążyć od szpitala do szpitala da wielu osobom, które zachorują poczucie bezpieczeństwa. A zachoruje nas jeszcze wielu. Tego jestem pewna. Covid, jak pokazał mój przypadek, to nie jest mocniejsza grypa. To strasznie podstępny przeciwnik, którego nie wolno bagatelizować. Nigdy nie wiadomo, w jakim stopniu dotknie swoją ofiarę. Dlatego tak ważne jest, abyśmy wszyscy dbali o siebie nawzajem, zachowali dystans, nosili maseczki i dezynfekowali ręce. Nasze zdrowie jest naszym najcenniejszym darem, ja po ostatnich przejściach, wreszcie to zrozumiałam. 

Z wyrazami szacunku

Joanna  Chojnacka-Gärtner

 


Najnowsze komentarze
  • Pani Joanno, wielki szacunek dla Pani. Życzę Pani powrotu do zdrowia. Mądry te słowa zrozumie, do głupiego i tak nic nie dotrze. Niestety.

    • Całkowicie się zgadzam z Pani wypowiedzią też miałam w rodzinie przypadek ciężkiego przebiegu Covida i wiem że każda minuta jest na miarę życia i śmierci a społeczeństwo jest nieodpowiedzialne i lekceważy przestrzeganie zaleceń życzę zdrowia przede wszystkim Pani oraz tym bezmyślnym buntownikom

    • Dziękujemy bardzo za te ciepłe słowa i wsparcie. Miło jest usłyszeć w tym trudnym dla nas czasie, że są osoby, które dostrzegają naszą pracę i trud włożony w jak najlepszą opiekę nad pacjentem. Pozdrawiamy i życzymy Pani dużo zdrowia.

  • Słupecki szpital płucny o którym pani pisała z panem doktorem Szafarkiem i panią doktor Sybis-Jarosz i innymi lekarzami tam zatrudnionymi zawsze był na wysokim poziomie . Można tam liczyć na pomoc tak było i tak mam nadzieję będzie.
    Szacunek dla państwa

  • Joasiu – dziękuję za to co napisałaś, w imieniu swoim, pań pielęgniarek i panów pielęgniarzy, personelu sprzątającego i pozostałych pracowników. Wracaj do zdrowia

  • Joasiu Dużo Zdrówka. Niestety Pan Paweł chyba tak po prostu ma. Mój synek we wrześniu zachorował dla mnie opieka świąteczna to naprawdę ostateczność trafiliśmy na niego mówiąc mu że dziecko ma kaszel, katar temperaturę stwierdził że są apteki otwarte i można coś kupić dziecku na kaszel …. przykre ale prawdziwe.

    • Również jestem osobą, która od lekarza Pawła (nie będę pisać Pana, bo na to nie zasługuje) trafiając w kwietniu w nocy do szpitala usłyszałam, że “jestem chamska, że budzę ludzi, że mogłam poczekac do rana”. Zero empatii a tym bardziej profesjonalnego podejścia do pacjenta. Mam nadzieje, że przeczytasz te komentarze i coś dotrze do głowy.

      • Mnie też tak potraktował lekarz Paweł. Byłem z silnym bólem brzucha to odesłał mnie do Poznania. Mam nowotwór złośliwy i nie mam sił na podróże

      • Aż miło czytać . Zdrówka życzę wszystkim

  • Niesamowita historia i pięknie opowiedziana. Poruszające i mądre słowa. Proszę wracać do zdrowia i dbać o siebie.

  • Pulmonolodzy to tytani pracy. Czego nie można powiedzieć o niektórych nowoczesnych.
    Pulmonolog, internista, czy chirurg przed epidemią zwykle zajmował się zwykle połową szpitala. Pracowitość to część charakteru, epidemia charakterów ludzi nie zmieniła.

    • Pani Joanno,
      nigdy nie uważałam słupeckiego szpitala za umieralnię. Będąc kilkakrotnie pacjentką tegoż szpitala nigdy nie miałam zastrzeżeń do pracy personelu szpitala bez względu na to, czy był to lekarz, pielęgniarka czy osoba sprzątająca. Nigdy też nie twierdziłam, że personel szpitala “żre chipsy popijając colą”. Jednakże z laurką wystawioną przekształceniu szpitala w jednoimienny zakaźny trudno mi się z Panią zgodzić. Nasz szpital mieści się w dwóch budynkach. Nie wiem czy pisząc “nasze Władze” miała Pani na myśli władzę na szczeblu powiatowym czy wojewódzkim, a więc wojewodę, który wydał decyzję. Mogę się domyślać, że chodzi o władzę powiatową. Pani Joanno, osoby odpowiedzialne za szpital mogły się odwołać nie decyzji o przekształceniu słupeckiego szpitala w jednoimienny zakaźny, ale tego nie zrobiły. Same wręcz, jeszcze przed wydaniem decyzji, zadeklarowały, że podejmują wyzwanie przekształcenia szpitala w jednoimienny zakaźny. Uważa Pani, że dwa budynki szpitala byłyby niewystarczające, żeby zabezpieczyć pacjentów innych niż covidowi w sytuacji nagłego zagrożenia życia? Względem szpitala w Środzie Wielkopolskiej po protestach mieszkańców wojewoda zmienił decyzję i szpital nie jest w całości covidowy. Napisała Pani, że covid powoduje bezpośrednie zagrożenie życia, i że szybkie przyjęcie do szpitala może być w takiej sytuacji elementem decydującym o życiu lub śmierci danej osoby. Zapytam więc… Czy zawał, udar, pęknięcie tętniaka jest mniejszym zagrożeniem dla życia i zdrowia pacjenta niż covid i pacjent z tymi chorobami może sobie pozwolić na to, że będzie krążyć od szpitala do szpitala? Fakt, że mamy szpital jednoimienny i karetka nie będzie czekać kilka godzin pod jakimś oddalonym od naszego miasta szpitalem czy krążyć od szpitala do szpitala, niewątpliwie da poczucie bezpieczeństwa pacjentom z covidem. Dlaczego pacjenci niecovidowi mają być pozbawieni tego poczucia bezpieczeństwa? Oni mogą czekać pod szpitalem i mogą być wożeni w tą i w tamtą stronę? Im się poczucie bezpieczeństwa nie należy? Ocenia Pani przekształcenie szpitala w jednoimienny z perspektywy swojego zachorowania i uratowania Pani życia. Ja ocenię ze swojego… Mam schorzenie, które atakuje znienacka i może mnie przenieść na tamten świat w 15 minut. Gdzie zdążą mnie zawieźć? Co najwyżej do zakładu pogrzebowego. A tak się składa, że podobnie jak Pani wróciła do swoich dzieci, tak i ja chciałabym mieć możliwość powrotu do najbliższych mi osób. Schorzenie, które mam nie musi być dla mnie śmiertelne, pod warunkiem, że szybko uzyskam pomoc. Od czasu, kiedy dowiedziałam się o przekształceniu szpitala w jednoimienny nie ma dnia, żebym się nie bała, że zwyczajnie się uduszę. Przekształcenie szpitala w jednoimienny jest skandaliczne, wręcz niemoralne. Tak, jak należy zdać sobie sprawę, że na covid można umrzeć i umierają ludzie młodzi, tak nie wolno nie zdawać sobie sprawy, że na inne choroby też umierają ludzie, tak młodzi, jak i ci mniej młodzi. I żeby nie było, że lekceważę covid. Stosuję się do obostrzeń, nigdy nie próbowałam kwestionować ich zasadności. I miałam wątpliwą przyjemność zobaczyć przy moim nazwisku na wyniku testu na covid “dodatni”. Pozdrawiam.

  • Dziękuję Pani Joanno za tak miłe i ciepłe słowa. Pani, jako nasza pacjentka, była zawsze pełna zrozumienia, uprzejma, przemiła w głosie i mimo choroby uśmiechnięta. Kiedyś byłam u Pani cztery razy i za każdym razem witała mnie Pani przemiłym ” dzień dobry”. Uśmiałyśmy się wtedy, bo zwyczajnie wszystkie wyglądamy podobnie w kombinezonach, maseczkach i przyłbicach. Trudno rozróżnić.
    Praca na takim oddziale jest naprawdę ciężka i stresująca. Ze swej strony pragnę tylko dodać, że oprócz wszystkich czynności, które wykonujemy przy pacjencie, zawsze staramy się być miłe, służyć radą, dodać otuchy dobrym słowem, pomóc w różnych kłopotliwych sytuacjach… Pani ciepłe słowa dają nadzieję, że to co robimy ma sens. Że bywa zauważone i docenione. Jeszcze raz dziękuję Pani Joanno.
    Dziś sama jestem zarażona wirusem SARS-COV 2 i boję się o swoje zdrowie i życie. Ale mam nadzieję, że uda mi się wyzdrowieć, aby móc
    dalej pomagać innym… Dobro powraca.
    Pozdrawiam serdecznie.

  • Szanowni Państwo. W szpitalu nie powinny być tolerowane opisywane wyżej zachowania zatrudnionych lekarzy. Tak jak po skargach na poprzedniego ordynatora oddzialu chirurgicznego tak i w tym przypadku
    ( po informacji uzyskanej od Dyrekcji szpitala ) współpraca z lekarzem Pawłem O. została zerwana.

  • To prawda, jest wielu wspaniałych lekarzy i pielęgniarek oraz pań zajmujących się komfortem pacjentów. Hejt powoduje, że wszyscy mierzeni są jedną miarą. Doceńmy wreszcie tych, którzy na to zasługują, a nie tylko narzekajmy i krytykujmy

  • Asiu,
    Dołączam się do uznania ponadludzkich wysiłków lekarzy, pielęgniarek, pielęgniarzy i personelu naszego szpitala. Jeśli ktoś chciałby pisać negatywne komentarze, proszę najpierw iść na oddział i popracować przez jeden tylko tydzień. Zobowiązuję się do zapłaty tej osobie w wysokości zarobków personelu pielęgniarskiego. Zobaczymy czy nadal będą mieli chęć do pisania bzdur.
    To czy szpital ma być tylko jednoimienny czy nie, nie zależy od lekarzy ale od układów politycznych i “mądrości” (lub raczej dbania o własne siedzenie) pana Starosty słuchającego bezkrytycznie przełożonych ze swojej rozpadającej się partii. Ja też mam starszą mamę i siostrę potrzebującą zabiegu. To jest osobna sprawa. Covid nie jest jedynym powodem do hospitalizacji i niestety wszędzie największe sławy świata medycznego ostrzegają, że więcej osób ucierpi na polityce nieprzyjmowania pacjentów z innymi nagłymi przypadkami niż z powodu covidu.
    Przemku, Twój komentarz o “doktorze” Pawle był dla wielu ogromną ulgą.
    Ciesz się uzyskanym zdrowiem Asiu.
    Życzę powrotu do zdrowia Pani Pielęgniarce, która napisała komentarz powyżej.
    Mariusz Bojarczuk

    • Bardzo dziękuję Panie Mariuszu za miłe słowa, za zrozumienie i docenienie pracy na różnych szczeblach opieki zdrowotnej pracowników słupeckiego szpitala. Życzę dużo zdrowia Panu i Pana rodzinie. Pozdrawiam serdecznie.

  • To prawda, że pracownicy oddziału płucnego w Słupcy, to ludzie obdarzeni dużą empatią. Są gotowi w pełni służyć drugiemu człowiekowi. Swojej pracy zwykle nie kończą z chwilą wyjścia ze szpitala, ale odbierają i odpowiadają na telefony od swoich dalszych i bliższych znajomych, przyjaciół i rodziny, którzy bez szansy na teleporadę u lekarza rodzinnego, zadają pytania dotyczące opieki nad chorymi w domach i konsultują różne decyzje. Czyli praca 24 godziny na dobę, której żadnymi pieniędzmi nie można wynagrodzić, a dostają niewielkie, w porównaniu z trudem, którego codziennie doświadczają. Mam nadzieję, że kiedyś zostaną docenieni, tak jak na to zasługują. Są jednak również pewne wartości nie wymierne… Za okazane serce, nie da się zapłacić. Można tylko gorąco DZIĘKOWAĆ.

  • Bardzo mi przykro, że się Pani rozchorowała. Dużo zdrowia życzę :)

  • Nie ma jak towarzystwo wzajemnej adoracji,lub spotkanie pań z koła gospodyń wiejskich, komentarze utrzymane w tym klimacie.Amen.

  • Pani Joanno, a czym Panią leczono w tymże szpitalu? Przecież nie ma leków, na to wymyślone coś nazwane covidem. Ja bardzo przechorowałem w domu ostatnie 12 dni i nawet nie pomyślałem o teście który nic nie daje. Jeśli jestem chory i źle się czuję to nie muszę tego potwierdzać bo wiem i już. Teraz niech Pani pomyśli ilu ludziom odebrano możliwość zabiegów wszelakich na które czekali miesiącami. Ilu ludzi cierpi nie na Covida tylko przez Covida. Taki egoistycznie napisany artykuł służy władzom? Usprawiedliwia decyzje? Czy też ma przekonać nieprzekonanych? Mnie nie przekonał. Dzisiaj czuję się świetnie bez leków i bez pseudo pomocy. Proponuję wyłączyć telewizję będziecie zdrowsi.

    • wiekszych glupot w zyciu nie czytalam.Kto tak kazal panu napisać,sądzę ze zdrowy na umyśle czlowiek tego nie zrobi….jedynie sterowany przez lewactwo i kodziarstywo .

      • Widzę, że Pani życie nie skupione jest na czytaniu tylko na oglądaniu TV.
        Chyba za dużo TVP.
        Ocknij się zanim będzie za późno.

    • wiekszych glupot w zyciu nie czytalam.Kto tak kazal panu napisać,sądzę ze zdrowy na umyśle czlowiek tego nie zrzaden duplikat prosze glupot nie pisacobi….jedynie sterowany przez lewactwo i kodziarstywo .

      • napisze jeszcze raz bo wystapily jakies przeklamania .Odpowiadam “artykulowi sponsorowanemu”. Wiekszych glupot w zyciu nie czytalam.Zdrowy na umysle czlowiek takich bzdur nie pisze….chyba ze sterowany przez lewactwo i kodziarstwo.

        • Kobieto wyłącz telewizję. Włącz myślenie.

  • Szanowni Państwo ! Pewne komentarze nasycone są jadem i nienawiścią. Co stało się z nami Polakami ? Gdzie podział się szacunek do drugiego człowieka ? Człowieka, który nie zważa na to, że może zachorować, niesie pomoc innym, często jest wyczerpany lub chory.
    Pracuje, bo tak postrzega swoje człowieczeństwo.
    Osoby piszące złośliwe komentarze, niech odpowiedzą sobie na pytanie : co ja zrobiłem dla innych, w jaki sposób mogę im pomóc ?
    Łatwo jest siedzieć przed komputerem i osadzać każdego. Najlepiej zacząć zmieniać świat od siebie !!!

    • Pracuję kilka lat dla kilku fundacji jako wolonatariusz

    • To jest bardzo smutne! Kiedy w obliczu tak trudnej sytuacji dla nas wszystkich czyta się takie komentarze ,jak anny czy wpis sponsorowany! Nie życzę państwu niczego złego jednak uruchomcie chociaż 1/3 szarych komórek,(a może covid zjadł je osobie która tak profesjonalnie leczyła się w domu?)i ta która obwinia lewaków i kodziarzy za wszystko, że trzeba zacząć od siebie i przeprowadzić autokrytykę i zastanowić się czy mogę coś zrobić od siebie dla innych ,niż wszystko i wszystkich krytykować.Podobno jesteśmy takim wierzącym w Boga społeczeństwem? Gdzie miłość bliźniego? Czyżby to przykazanie straciło na aktualności? A może to czysta hipokryzja?Chciałam jeszcze na koniec podzìękować Całemu Perspnelowi Oddziału Płucnego za pomoc i ratowanie ludzkich żyć.

Dodaj komentarz