Jezioro Słupeckie – „bardzo ciekawa, ale też niepokojąca opowieść”

Do tematu Jeziora Słupeckiego w szczegółowy sposób odniosła się Agnieszka Dybała-Kamińska były Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Słupcy.

O sprawie Jeziora oraz śniętych ryb pisaliśmy wielokrotnie. Ostatni artykuł ukazał się w piątek. Dotyczy petycji, jaka ma zostać skierowana do różnych instytucji w celu kompleksowego zbadania problemu.

Znajdziecie go TUTAJ. Po naszej publikacji do historii oraz specyfiki zbiornika, ale nie tylko, w swoim wpisie w mediach społecznościowych odniosła się Agnieszka Dybała-Kamińska. Poniżej publikujemy jego treść.

 

Jezioro Słupeckie – 70 lat zapisanych na dnie

– Temat bliski mi od lat . Jezioro Słupeckie znamy jako miejsce spacerów, wędkowania, rekreacji i jeden z najbardziej charakterystycznych elementów krajobrazu Słupcy. Ale z punktu widzenia środowiska warto spojrzeć na nie inaczej. Bo Jezioro Słupeckie nie jest naturalnym jeziorem. To sztuczny zbiornik retencyjny utworzony w latach 50. XX wieku w zlewni rzeki Meszny. I kiedy zestawi się jego historię, budowę, dane dotyczące głębokości oraz wyniki badań prowadzonych na przestrzeni lat, zaczyna się układać bardzo ciekawa, ale też niepokojąca opowieść.

Zbiornik od początku był szczególny Według „Raportu o stanie środowiska w Wielkopolsce w roku 2004” WIOŚ w Poznaniu zbiornik utworzono w naturalnym zagłębieniu terenu. Przed jego powstaniem znajdowały się tam użytki zielone, nieużytki oraz doły potorfowe. I ta informacja jest ważniejsza, niż mogłoby się wydawać. Mamy bowiem rozległy i stosunkowo płytki zbiornik utworzony częściowo na terenie potorfowym, a więc związanym z dużą ilością materii organicznej.

Takie warunki mogą sprzyjać intensywnym procesom jej rozkładu, zużywaniu tlenu oraz – szczególnie przy niedoborach tlenowych – procesom prowadzącym do uwalniania substancji odżywczych z osadów. Nie oznacza to oczywiście, że torf jest przyczyną eutrofizacji Jeziora Słupeckiego. Byłoby to zbyt daleko idące uproszczenie. Może jednak stanowić jeden z elementów jego naturalnej podatności, szczególnie gdy na warunki te nakładają się: niewielka głębokość, szybkie nagrzewanie wody, dopływ biogenów ze zlewni oraz wieloletnie gromadzenie materii organicznej w osadach.

 

4,1 metra – liczba, nad którą warto się zatrzymać

W dokumentacji przywołanej przez WIOŚ podano dla Jeziora Słupeckiego: powierzchnię – około 258 ha, długość maksymalną – około 3,6 km, szerokość maksymalną – około 900 m, objętość – około 6,419 mln m³, głębokość średnią – 2,5 m, głębokość maksymalną – 4,1 m. Wartość 4,1 m można prawdopodobnie traktować jako wielkość zbliżoną do pierwotnej maksymalnej głębokości zbiornika, choć bez dotarcia do dokumentacji technicznej z okresu jego budowy nie można jeszcze stwierdzić tego ze stuprocentową pewnością.

I właśnie dlatego tak interesujące jest porównanie tej liczby z późniejszymi informacjami o zbiorniku. Obecnie spotykamy wartości maksymalne około 2–2,5 m, natomiast znaczne partie akwenu są zdecydowanie płytsze – około 1–1,5 m, a lokalnie mogą być jeszcze płytsze, zależnie oczywiście od aktualnego poziomu piętrzenia. W materiałach dotyczących kryzysu ekologicznego z przełomu 2009 i 2010 r. wskazywano nawet, że po obniżeniu poziomu zbiornika w niektórych miejscach pod pokrywą lodową pozostawało jedynie około 30–45 cm wody.

To pokazuje skalę problemu płytkości tego akwenu. Trzeba przy tym zachować naukową ostrożność. Nie można po prostu odjąć dzisiejszych 2,5 m od historycznych 4,1 m i powiedzieć: „jezioro zamuliło się dokładnie o 1,6 m”. Poziom wody zależy przecież od piętrzenia, pomiary wykonywano w różnych okresach i mogły być prowadzone różnymi metodami. Ale jedno pozostaje bezsporne: Jezioro Słupeckie jest dzisiaj bardzo płytkim zbiornikiem, a jego dno przez blisko siedemdziesiąt lat przyjmowało materiał mineralny i ogromne ilości materii organicznej.

Dlatego aktualna batymetria i badanie miąższości osadów dennych powinny być jednym z podstawowych elementów współczesnej diagnozy tego akwenu. Zlewnia również zapisuje swoją historię na dnie jeziora Zbiornik jest związany z Meszną. W północnej części zasilany jest jej wodami poprzez doprowadzalnik, a w dokumentacji WIOŚ wskazano ujęcie wody w Korwinie. I właśnie Mesznej oraz całej zlewni nie można pominąć w rozmowie o stanie Jeziora Słupeckiego.
WIOŚ wskazywał, że na stan zbiornika wpływają przede wszystkim zanieczyszczenia wnoszone z wodami Meszny oraz spływy z gospodarstw rolnych położonych w jego sąsiedztwie.

To szczególnie istotne, ponieważ według danych przedstawionych przez WIOŚ aż około 84,5% bezpośredniej zlewni zbiornika stanowiły grunty orne, natomiast lasy zajmowały jedynie około 10,1%. W starszych badaniach samej Meszny również stwierdzano problemy z biogenami, w tym przede wszystkim związkami fosforu oraz niektórymi formami azotu. W dokumentach WIOŚ wskazywano ponadto oddziaływanie ścieków komunalnych i przemysłowych oraz kanalizacji deszczowej. A fosfor i azot są dla eutrofizacji tym, czym nawóz dla roślin. Jeżeli przez wiele lat trafiają do stosunkowo niewielkiego, płytkiego zbiornika, skutki zaczynają być widoczne nie tylko w wynikach laboratoryjnych. Widać je w całym ekosystemie.

 

WIOŚ już wiele lat temu alarmował

W 2004 r. Jezioro Słupeckie badano od marca do grudnia w trzech częściach akwenu: północnej, środkowej oraz południowej, w rejonie tamy. Wyniki nie były dobre. Zbiornik, podobnie jak w badaniach z 1999 r., został sklasyfikowany jako „poza klasą” według stosowanego wówczas systemu oceny. Wśród wartości przedstawionych przez WIOŚ znajdziemy m.in.: fosfor całkowity – 0,710 mg P/l, azot całkowity – 2,95 mg N/l, chlorofil „a” – 168,9 mg/m³, suchą masę sestonu – 54,6 mg/l, widzialność krążka Secchiego – zaledwie 0,3 m. Ostatnia wartość przemawia do wyobraźni szczególnie mocno.

Trzydzieści centymetrów przezroczystości wody. To nie jest tylko kwestia tego, czy woda wygląda estetycznie. Tak niewielka przezroczystość w połączeniu z wysokim chlorofilem „a”, dużą ilością sestonu oraz wysoką zawartością substancji biogennych wskazuje na bardzo wysoką produktywność biologiczną zbiornika. WIOŚ stwierdził, że wskaźniki hydrobiologiczne wskazywały na dużą trofię zbiornika. Jeszcze bardziej wymowne jest inne stwierdzenie raportu.
Porównując wyniki z badaniami z lat 1991, 1999 i 2004, wskazywano na stale pogłębiającą się trofię zbiornika i wzrost jego zanieczyszczenia. A więc problem nie pojawił się wczoraj. Jest procesem trwającym od dziesięcioleci.

Rok 2009 – biologia potwierdziła to, co wcześniej pokazywała chemia. Kolejne istotne badania przeprowadzono w 2009 r. Ocenę potencjału ekologicznego wykonywał IMGW we Wrocławiu na zlecenie GIOŚ. Potencjał ekologiczny Zbiornika Słupca określono jako umiarkowany. Jednocześnie elementy fizykochemiczne wskazywały na problemy m.in. związane z fosforem ogólnym i ogólnym węglem organicznym. Ale bardzo ważne były badania biologiczne.

W strukturze fitoplanktonu stwierdzono cechy charakterystyczne dla zbiorników silnie zeutrofizowanych, w tym dużą ilość sinic. To szczególnie ważne, ponieważ w przypadku Jeziora Słupeckiego nie mówimy już jedynie o teoretycznej podatności zbiornika na eutrofizację. Eutrofizację potwierdzają zarówno wieloletnie wyniki fizykochemiczne, jak i obraz biologiczny akwenu. Dlaczego płytkość zbiornika jest tak ważna? Głębokie jezioro ma dużą objętość wody i zupełnie inną dynamikę. Jezioro Słupeckie jest inne.

Jeżeli znaczne jego obszary mają około 1–1,5 m głębokości, latem praktycznie cała ta warstwa może bardzo szybko reagować na temperaturę powietrza.
Woda nagrzewa się szybko. Wiatr może mieszać ją niemal do dna. Falowanie może powodować ponowne unoszenie drobnych cząstek osadów. A kontakt pomiędzy wodą i osadem dennym jest ogromny w stosunku do objętości akwenu. W takim środowisku szczególnego znaczenia nabiera to, co przez dziesięciolecia zostało zgromadzone na dnie. Bo fosfor nie zawsze odpływa z jeziora. To jeden z najważniejszych elementów tej historii. Biogeny dopływające do jeziora nie muszą po prostu przez nie przepłynąć.

Część fosforu zostaje związana w osadach. Przez lata dno może więc stawać się ogromnym magazynem substancji odżywczych. A w określonych warunkach – szczególnie przy deficytach tlenowych – część zgromadzonego fosforu może ponownie przechodzić z osadów do wody. Mówimy wówczas o zasilaniu wewnętrznym zbiornika. I dlatego po wielu latach eutrofizacji może pojawić się sytuacja, w której nawet ograniczenie dopływu biogenów ze zlewni nie przynosi natychmiastowej poprawy. Jezioro zaczyna bowiem częściowo „żywić się” tym, co samo zgromadziło przez poprzednie dziesięciolecia.

 

Powstaje błędne koło

W przypadku tak płytkiego akwenu mechanizm można przedstawić bardzo prosto: biogeny ze zlewni → rozwój fitoplanktonu i roślinności → obumieranie biomasy → opadanie materii organicznej na dno → powstawanie i narastanie osadów → dalsze wypłycanie zbiornika → szybsze nagrzewanie wody → większe znaczenie osadów → możliwość ponownego uwalniania fosforu → dalsza eutrofizacja. Do tego dochodzi podłoże związane z terenami potorfowymi i materia organiczna obecna w osadach.

Wszystkie te procesy mogą się wzajemnie wzmacniać. Rok 2010 pokazał, jak niewielki margines bezpieczeństwa ma ten zbiornik. Zimą 2009/2010 doszło w Jeziorze Słupeckim do katastrofy ekologicznej i masowego śnięcia ryb. W związku z prowadzonymi pracami poziom wody został wcześniej znacznie obniżony. Przy bardzo płytkim zbiorniku, pokrywie lodowej i pogarszających się warunkach tlenowych powstała sytuacja skrajnie niekorzystna dla ryb.

W relacjach z tego okresu wskazywano na tony martwych ryb oraz miejsca, w których pod lodem pozostawało około 30–45 cm wody. To wydarzenie nie stworzyło eutrofizacji Jeziora Słupeckiego – problem istniał znacznie wcześniej. Pokazało jednak coś innego: jak mało odporny na dodatkową presję jest bardzo płytki i silnie żyzny zbiornik. A teraz wróćmy do tych 4,1 metra To właśnie ta liczba nie daje mi spokoju. W starszej dokumentacji WIOŚ widzimy 4,1 m maksymalnej głębokości i 2,5 m głębokości średniej.

Dziś jako wartości maksymalne pojawiają się około 2–2,5 m, podczas gdy znaczne obszary zbiornika mają około 1–1,5 m. Nie twierdzę, że cała różnica wynika z osadów. Żeby tak powiedzieć, należałoby wykonać współczesną batymetrię, odnieść ją do jednakowej rzędnej piętrzenia i porównać z historycznym ukształtowaniem misy zbiornika. Ale właśnie dlatego uważam, że dzisiaj samo badanie próbek wody to za mało. Potrzebujemy odpowiedzi na pytanie:
co przez siedemdziesiąt lat wydarzyło się również na dnie Jeziora Słupeckiego?

Należałoby wykonać aktualną batymetrię całego zbiornika, określić miąższość osadów dennych, ich skład i zawartość fosforu, oszacować ilość materii organicznej oraz sprawdzić, jaka część obciążenia biogenami pochodzi obecnie z Meszny i zlewni bezpośredniej, a jaka może pochodzić już z samego dna.
Potrzebny jest więc bilans fosforu i azotu dla całego systemu, a nie tylko pojedyncze wyniki jakości wody. Dopiero wtedy można odpowiedzialnie zdecydować, czy wystarczające będzie ograniczenie presji w zlewni, czy potrzebne są także działania rekultywacyjne w samym zbiorniku. I dopiero wtedy można rozważać ich rodzaj. Bo bez takiej diagnozy łatwo wydać bardzo dużo pieniędzy na działanie, które poprawi wygląd jeziora na kilka sezonów, ale nie usunie przyczyny problemu.

 

Jest jeszcze jeden aspekt – retencja

Jezioro Słupeckie powstało przecież jako zbiornik retencyjny. Jeżeli jego misa przez dziesięciolecia wypełnia się osadami, problem przestaje być wyłącznie problemem jakości wody. Każdy metr sześcienny przestrzeni zajętej przez osad jest potencjalnie metrem sześciennym, którego nie może już zajmować woda. Dlatego warto zadać kolejne pytanie: ile ze swojej pierwotnej pojemności retencyjnej Jezioro Słupeckie zachowało po około siedemdziesięciu latach funkcjonowania? Historycznie wskazywana objętość wynosiła około 6,419 mln m³. Jaką objętość zbiornik ma dzisiaj? Bez aktualnej batymetrii nie powinniśmy zgadywać. Ale powinniśmy o to zapytać.

Jezioro jest pamięcią swojej zlewni. Stan Jeziora Słupeckiego nie jest skutkiem jednego zdarzenia, jednego zakwitu, jednego gorącego lata ani jednego dopływu zanieczyszczeń. To efekt procesów nakładających się przez dziesięciolecia. Płytka misa. Tereny potorfowe. Rolnicza zlewnia. Meszna. Dopływ azotu i fosforu. Produkcja biologiczna. Sinice. Obumierająca biomasa. Osady denne. Spłycanie. Szybkie nagrzewanie. Deficyty tlenowe. I możliwość ponownego uruchamiania tego, co przez lata zostało zdeponowane na dnie.

Dlatego nie wystarczy powiedzieć: „jezioro zarasta” albo „jezioro kwitnie”. Trzeba zapytać, dlaczego. A następnie zbadać cały układ: Meszna – zlewnia – zbiornik – osady denne – woda – organizmy. Dopiero wtedy można zaplanować skuteczną rekultywację. Bo czasami najważniejsza informacja o jeziorze nie znajduje się już w wodzie pobranej do butelki. Leży kilkadziesiąt centymetrów – a być może miejscami znacznie więcej – pod nią, na dnie. I właśnie tam może być zapisana znaczna część siedemdziesięcioletniej historii Jeziora Słupeckiego.

I jeszcze jeden obszar, którego tu nie oceniłam. W tej analizie nie zajełam się szczegółowo gospodarką ściekową w bezpośrednim otoczeniu Jeziora Słupeckiego i w jego zlewni. A tego elementu nie można pominąć przy pełnej ocenie presji na zbiornik. Warto byłoby odrębnie sprawdzić przede wszystkim:
stopień skanalizowania terenów położonych w zlewni zbiornika, sposób odprowadzania ścieków z nieruchomości niepodłączonych do kanalizacji,
liczbę i kontrolę zbiorników bezodpływowych oraz przydomowych oczyszczalni ścieków, szczelność i stan techniczny infrastruktury kanalizacyjnej, miejsca odprowadzania wód opadowych i roztopowych oraz to, co mogą one ze sobą wnosić, ewentualne przelewy awaryjne i inne potencjalne drogi przedostawania się ścieków do wód, presję sezonową związaną z rekreacyjnym użytkowaniem otoczenia jeziora, rzeczywistą skuteczność kontroli gospodarki ściekowej na terenach mogących oddziaływać na Meszną i sam zbiornik.

Nie przesądza to, że gospodarka ściekowa jest obecnie źródłem problemu. Jest natomiast jednym z elementów, który w pełnej diagnozie Jeziora Słupeckiego powinien zostać zweryfikowany, ponieważ sposób gospodarowania ściekami i wodami opadowymi w zlewni może mieć bezpośredni wpływ na dopływ biogenów i materii organicznej do zbiornika – pisze Agnieszka Dybała -Kamińska.

 

„Ryby mają głos. Czas go usłyszeć”. Będzie petycja w sprawie Jeziora Słupeckiego.

12 odpowiedzi

  1. Dodał bym jeszcze do analizy tony wrzuconej karmy zanęty przez wędkarzy to też się osadza na dnie zbiornika.

  2. Trzeba wyczyścić zbiornik jak we Wrześni , choć tam była też masa błędów . Mamy przecież tylu ekspertów od wyciągania kasy niech kombinują a nie tylko robią fotki na tle inwestycji nie koniecznie trafionych .

  3. Brak opadów deszczu i śniegu . Ogólnie pemanentna susza odbija się negatywnie na akwenach i ciekach wodnych . Napewno oczyszczenie dna spowodowaloby jego lepszą pracę samooczyszczania się poprzez natlenienie.
    .

  4. Czemu wy wszędzie macie kompleks wrzesni? Nawet bagna porównuje się do siebie. Mowa o lipówce? Taki sam syf jak u nas. Palca u nogi bym tam nie zamoczył

  5. Wczoraj bylem nad jeziorem . Piekna promenada fajny hotelik a w tle duszace sie ryby ! To jest tragedia . Gdzie Ci ekolodzy ? Czy w Slupcy to jest zbyt malo poczytalne, ze nie warto poruszac tematu i zaczac bojkot ? Fajnie jest nie powiem ale patrzac na tafle wody to wstyd . Nawet goscie z kanalu zero nie widzieli problemu bo kto by sie tam przejmowal jakimis duszacymi rybkami . Rzadzacy do wymiany skoro nie potrafia z tak blachym problemem sie uporac.

  6. Ekolodzy zniknęli, bo jest faktyczny problem. Oni lubią rozbić z igły widły typu karp na święta, ale jak są zdychające w męczarniach leszcze to do pomostu się nie przyklejają.

  7. Mamy posła i to w koalicji rządzącej, miliony z KPO na glupoty to pokazuje bezradność i totalny bałagan w państwie.

  8. Czy ludzie przyjeżdżający całymi rodzinami nie widzą co się dzieje ? Jak można kąpać się w basenie, jeść obiad wśród takiej ilości zdychający ryb !

  9. To straszne i tragiczne patrząc jak te stworzenia konają w męczarniach,co ja mam mówić córce gdy pyta co dzieje się z tymi rybami??? Że żywcem są zabijane? Człowiek to największy wróg natury.

  10. Było torfowisko to niech będzie torfowisko. Dlaczego ekolodzy mieliby się zajmować sztucznym zbiornikiem i to jeszcze wadliwie zrobionym?

  11. Ten zbiornik nie powinien w ogóle powstać, a Wody Polskie próbują coś podobnego zrobić na Prośnie. Problemy będą podobne.

  12. Dziś byłem nad jeziorem i sporo ryb walczących w wodzie o powietrze. Ten basen jest tragikomedią, bo stworzono go nad jeziorem, w którym jest zakaz kąpieli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *