Radni zadecydowali o sprzedaży działki nad Jeziorem Słupeckim. „Świadczy to o działaniu na niekorzyść mieszkańców”

Burzliwą dyskusję na czwartkowej sesji Rady Miasta wywołał punkt dotyczący uchwały, która pozwala na sprzedaż nieruchomości nad Jeziorem Słupeckim bez postępowania przetargowego właścicielowi tamtejszego hotelu.

O sprawie pisaliśmy TUTAJ. Chodzi o teren w kształcie pasa o szerokości od 5-7 metrów znajdujący się przy Alei Tysiąclecia w bezpośrednim sąsiedztwie at hotel 35. Jego powierzchnia to 1233 m2. Choć obowiązujące prawo daje możliwość zbycia nieruchomości w drodze bezprzetargowej, temat wywołał wiele kontrowersji. Jak już informowaliśmy na naszej stronie TUTAJ z porządku obrad radni wycofali inny punkt dotyczący ustanowienia nieodpłatnej służebności gruntowej działki, na której znajduje się parking nad Jeziorem Słupeckim. W tym wypadku byli jednogłośni.

Z wnioskiem o wycofanie również tego drugiego wyszła radna Katarzyna Rybicka. „Za”razem z nią głosowali Barbara Biskupska – Sobolewska, Ewa Czaplińska, Artur Gmachowski, Kamila Hoffmann, Agnieszka Olszewska, i Radosław Węgliński. Przeciw byli z kolei Lila Kasprowicz, Tadeusz Markiewicz, Piotr Błoniewski, Adam Matelski i Krzysztof Wyszyński. Od głosu wstrzymali się Marcin Pietrzykowski i Krzysztof Machowiak. Na sesji nieobecny był Bogusław Byczkowski. Jako że w tym wypadku wymagana była bezwzględna większość głosów punkt pozostał w porządku obrad. Aby go wycofać zabrakło jednego głosu.

Swoje zdanie w tej kwestii wyraził również słupczanin Mirosław Gawrych, który podobnie jak na komisjach przytaczał argumenty krytykujące podpisane w 2017 roku porozumienie z inwestorem budującym hotel nad Jeziorem Słupeckim.  – Mam wrażenie, że spotykamy się z dwiema grupami ludzi. Radni to są ci, którzy mają za sobą w głowie gdzieś interes ludzi, którzy ich wybrali i mamy do czynienia niestety z pewnym kwiatem władzy lokalnej w Słupcy, z panem burmistrzem, wiceburmistrzem, już nie mówię o byłych pracownikach Urzędu, bo do tego jeszcze wrócimy. Panowie prą w celu zaspokojenia interesu inwestora – mówił Gawrych, którego zdaniem ten teren w postępowaniu przetargowym można sprzedać za dużo większą cenę. – Świadczy to o działaniu na niekorzyść mieszkańców – podkreślał apelując jednocześnie do radnych – Mam nadzieję, że to co się tutaj dzieje może być dla Państwa impulsem, żeby podjąć takie wyzwanie, żeby być w pełni samodzielnym, autonomicznym i generalnie jak to się mówi w mieście nie grać tak, jak będzie grał melodię pan burmistrz albo jeszcze ktoś więcej. I to jest koniec mojej wypowiedzi. I jeszcze raz chcę powiedzieć, że jestem zbulwersowany tym co pan zrobił. Dla mnie nie jest Pan osobą zaufania publicznego. Mam odwagę powiedzieć to panu wprost i kiedy patrzę panu w oczy nie widzę nic- zakończył zwracając się do burmistrza.

– To, że mnie pan okłamał jest dla mnie bulwersujące. Jeżeli Pan w ten sposób prowadzi zarządzanie miastem, to dla mnie to jest skandaliczne – mówił Gawrych, który twierdził, że jeszcze dziś burmistrz zapewnił go, że oba punkty związane z działkami nad jeziorem nie będą procedowane na sesji.  W odpowiedzi Jacek Szczap tłumaczył, że to wczoraj poinformował go, o tym że będzie na ten temat rozmawiał z radnymi – W wyniku dyskusji z częścią radnych i z naszymi prawnikami stwierdziłem, że ujmę z porządku obrad punkt numer 17., natomiast punkt numer 16. zostawię tym bardziej, że na poprzednich komisjach, które były większość radnych była za tym żeby to przeszło – odpowiadał burmistrz, który zaznaczał, że ma prawo do zmiany zdania.

Ostatecznie uchwała dotycząca bezprzetargowej sprzedaży działki nad Jeziorem Słupeckim została przyjęta. Za głosowali: Piotr Broniewski, Ewa Czaplińska, Kamila Hoffmann, Lila Kasprowicz, Tadeusz Markiewicz, Adam Matelski, Agnieszka Olszewska i Krzysztof Wyszyński. Przeciw byli Barbara Biskupska – Sobolewska, Artur Gmachowski, Katarzyna Rybicka i Radosław Węgliński. Od głosu wstrzymali się Krzysztof Machowiak i Marcin Pietrzykowski. Na sesji nieobecny był Bogusław Byczkowski.

– Szanowny Panie, do pana mówię panie burmistrzu, ponieważ pan jest odpowiedzialny za to co tutaj się dzieje. Proszę mi powiedzieć, kto dopilnował, albo kto nie dopilnował tego, że inwestor wykonał prace budowlane poza swoim terenem, na terenie, który należy do nas wszystkich. I teraz tak naprawdę chodzi o to, żeby zalegalizować ten stan. Zrobiłem coś, ok, ale teraz ty jako urzędnik, przepraszam to nie dotyczy personalnie pana, teraz przyklep mi to, żeby to było dobre. I to jest działanie w tym kierunku. Wie Pan co, to budzie moje…, to jest ohydne powiem panu, biorąc pod uwagę moc tego słowa. To jest ohydne, ponieważ w moim odczuciu nie jest pan reprezentantem społeczności miejskiej. Może to do pana dotrze, może nie. Może to jest dobra okoliczność, żeby przemyśleć referendum, które będzie mogło pana odwołać. W mojej opinii to jest bardzo zasadny krok, ponieważ dość takiej pozornej władzy. To miasto, które miało się stać miodem i mlekiem płynące wygląda jak grajdoł – kontynuował Gawrych.

–   Wypowiada się pan na temat naszego miasta i to w taki  sposób dosyć perfidny, niech pan kontynuuje te swoje słowa, ale obraża pan nas – przerwał mu Tadeusz Markiewicz – Wystarczy wjechać do Wrześni wtedy się zweryfikuje te słowa. Ale nie o to chodzi. To właściwie, wszystko co chciałem powiedzieć. Chciałem powiedzieć, że świetnie pan wypada na fotkach z kwiatami, z przecięciami wstęg, ze święceniem świetlic, na prawdę świetnie, ma pan dużo pracy – zakończył swoją wypowiedź Mirosław Gawrych.

 

FOTO: Archiwum

 

Miasto sprzeda działkę przy hotelu bez przetargu? „Tutaj nie ma żadnych ukrytych celów”.

 

„Tak naprawdę miasto na powyższych działaniach ma więcej korzyści niż traci”

 

„Jesteśmy oceniani jako ludzie bezradni, wręcz bezużyteczni. To przykre, ale społeczeństwo może tak to widzieć”